Forum Forum Fanów Serialu Ostry Dyżur - ER Strona Główna Forum Fanów Serialu Ostry Dyżur - ER



"Coś więcej niż spotkanie oczu" (tłumaczenie)

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Fanów Serialu Ostry Dyżur - ER Strona Główna -> FanFic
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Abby Carter
Stażysta



Dołączył: 28 Wrz 2005
Posty: 1272
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

 PostWysłany: Pią 23:01, 05 Sty 2007    Temat postu: "Coś więcej niż spotkanie oczu" (tłumaczenie) Back to top

Jak w tytule, ejst to tłumaczenie, neistety moja skleroza dała o sobei znać i zarówno oryginalny tytul jaki autora i link zapodziałam...

„Coś więcej niż spotkanie oczu”


- Pamiętasz Marie?

Zastanowiłam się przez moment. Imię brzmiało znajomo, ale nie byłam pewna skąd je znam.

- Nie jestem pewna… Powinnam ją znać?
- Wysoka brunetka, cicha, nieśmiała… nigdy nie zabierała głosu, ale sądzę, że rozmawiałaś z nią w zeszłym tygodniu.

Przypomniałam sobie. Była pielęgniarką w Northwestern.

- Ooo, Marie, tak… Co z nią? Nie widziałam jej od czasu rozmowy, a powiedziała, że będzie wpadać częściej.

Cień smutku przebiegł przez twarz Jamie. Była moją sponsorką tylko kilka tygodni, ale znałam ją na tyle dobrze, żeby przewidzieć, że nie ma dobrych wieści o Marie.

- Znowu zaczęła pić – poinformowała mnie.
- Zaczęła? Przecież była trzeźwa od…
- Od siedmiu lat, racja… Też byłam zszokowana. Wywarła na mnie wrażenie tak wytrwałej… Nie sądziłam, że znowu sięgnie po alkohol. Nikt naprawdę nie wie, dlaczego znowu zaczęła.

Przełknęłam głośno. Nie znałam dobrze Marie, ale opowiedziała mi o powodach, przez które zaczęła pić. Została zaatakowana przez kolegę z pracy i nie była w stanie się obronić. Wówczas, po stracie nienarodzonego dziecka, jej małżeństwo rozpadło się. Wydawało mi się, że jest szczęśliwa ze swoim nowym chłopakiem…

- To, co się stało… to straszne.
- Wiem. Liczyłam, że masz jej numer, wiesz jak to jest, gdy znowu wpadnie się w ciąg po tak długim okresie w trzeźwości… Może, mogłabyś z nią porozmawiać…
- Jasne – powiedziałam. – Zadzwonię do niej wieczorem.
- Dziękuję, Abby – odparła ze smutnym uśmiechem, kiedy wzięła kartkę papieru zaczęła spisywać na niej mój numer.

Kiedy rozpoczął się meeting, wciąż byłam pogrążona głęboko w myślach.
Nie uczestniczyłam w nich przez pewien czas, ale przychodziłam tutaj regularnie. Uważałam, że nie potrzebuje tych spotkań, ale obecność ludzi z tym samym problemem pomagała.
Chciałam zachęcać ludzi, żeby wystarczająco mocno wyrażali swoje uczucia.

Czuję się źle przyznając to - dzisiejszego wieczoru nie mogę się porządnie skupić na tym, co mówią. Moje myśli krążą wokół Marie. Nie byłyśmy blisko, ale dziwiłam się co takiego na ziemi popchnęło ją do picia po tylu latach w trzeźwości. Zastanawiałam się czy w ogóle i jak będę mogła jej pomóc.
Oraz gdzie byli jej przyjaciele.

Żadne myśli nie mogły być tak głębokie, żeby zagłuszyć jego głos.
- Cześć, mam na imię John i jestem uzależniony od leków.
- Cześć, John – odpowiedział tłum.

Ostrożnie podniosłam spojrzenie, chcąc się upewnić, czy to na pewno on. Nie chciałam, żeby mnie zauważył. To nie mogło być prawdą, nie widziałam go na żadnym z meeting’ów od lat. Minęło naprawdę dużo czasu odkąd po raz ostatni byłam świadkiem jego wystąpienia.
Ale to był on.

Nie wiedziałam, co zrobić.
Miałam nadzieję, że będę mogła zwyczajnie zniknąć. Czułam się jakbym naruszała jego prywatność.
Nie mogłam tak po prostu wstać i wyjść, mógłby mnie zobaczyć, ale jeżeli zostanę, również mnie zauważy. Pewnie czułabym się niezręcznie słuchając tego, co ma do powiedzenia, jeżeli tylko bym się schowała… czuję się jakbym go zdradzała.

Ukrycie się zdawało się być najlepszym rozwiązaniem.
Przesunęłam trochę swoje krzesło, żeby schowało się za Walterem, siedzącym przede mną, mając nadzieję, że John nie będzie chciał mnie tam szukać.
Wyglądało na to, że naprawdę nie chciał.

- Nie byłem tutaj od bardzo długiego czasu, - zaczął i westchnął głęboko, próbując zmusić się do kontynuacji. - Zacząłem brać po ataku, zostałem dźgnięty razem z koleżanką z pracy, zmarła. Pracując w szpitalu możesz bardzo prosto znaleźć to, czego pragniesz. Poszedłem na odwyk i wszystko zdawało się być rozwiązane. Miałem nad wszystkim kontrolę i wcale nie czułem się uzależniony. Myślałem, ze bardzo prosto będę mógł przestać brać. Wtedy nadszedł ciężki dzień w pracy, to było zbyt dużo, pokusa okazała się zbyt trudna do przezwyciężenia i prawie zacząłem znowu brać. Moja sponsorka uchroniła mnie przed zrobieniem czegoś naprawdę głupiego i wszystko wyszło na prostą. Później związałem się ze wspaniałą kobietą - nieśmiały uśmiech igrał na jego wargach. - Chciałem się jej oświadczyć.

Było ciężko zignorować trzepotanie motylich skrzydeł w moim żołądku.
Byłam zdziwiona, że nazwał mnie cudowną kobietą.

- Ale... nic nie potoczyło się właściwie. Nie byłem... Nie byliśmy razem we właściwym momencie - zająknął się i mogłam stwierdzić, że mówienie o tym naprawdę go poruszyło. - Zmarła moja babcia... i nie tylko... Nie mogłem dłużej tego znieść... uciekłem od wszystkiego. Ucieczka okazała się bardzo właściwym posunięciem. Odnalazłem siebie w połowie drogi dookoła świata, w Kongo. Spotkałem kobietę, to nie było nic poważnego – przynajmniej z mojej strony – ale wtedy zaszła w ciążę.

Dziwnie się czułam, słuchając tego jak opowiada o tym wszystkim. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nie wiedziałam, że dziecko nie było w planach.

- Nie chciałem spędzić reszty życia w Kongo. Mój dom jest tutaj, w Chicago, więc przywiozłem ją ze sobą, żeby tutaj urodziła i wychowywała nasze dziecko, ale to nie był jej świat. Nie była szczęśliwa, ja też nie - westchnął. - Nie zatrzymywałem jej, wróciła przed narodzinami dziecka, ale... - znowu się zająknął, tym razem mocniej.

Podziwiałam jego siłę.

- Straciliśmy dziecko - kontynuował i na moment zamknął oczy. - Wróciła do Afryki. Oficjalnie... wciąż jesteśmy parą, ale zaczynam sobie uświadamiać, że nigdy nic nie było między nami. Nie chcę mieszkać w Kongo, a ona nie chce w Chicago. Będąc szczerym... nie sądzę, że było między nami cokolwiek poza dzieckiem - westchnął głęboko. - Teraz jestem z inną kobietą, jednak nie jestem pewien czy mogę powiedzieć, że naprawdę jesteśmy razem. Spotkaliśmy się kilka razy, uprawialiśmy seks, ale szczerze, to nic dla mnie nie znaczy. Nie tak dawno uświadomiłem sobie, że wciąż czuję silną potrzebę sięgnięcia po alkohol i leki – westchnął.

Byłam w szoku. Nie wiedziałam, że znowu myślał o braniu, wyglądał dobrze. Jak mogłam nie zauważyć, co się dzieje?
Moje myśli znowu zaczęły błądzić wokół Marie.

- Przy niej jestem roztargniony… nie myślę o swoich problemach, ale nie chcę tego więcej, to musi się skończyć, ale wiem, że nie mogę zrobić tego sam. Jestem tutaj, żeby podzielić się tym z wami i zrobić pierwszy krok w stronę trzeźwości, w stronę siebie. Wiem, że teoretycznie jestem wciąż trzeźwy, nic nie wziąłem, ale to wciąż jest w mojej głowie i nie chcę znowu zrobić czegoś takiego. Dziękuję – zakończył swoją mowę i nie podnosząc spojrzenia odszedł od podwyższenia ze spuszczoną głową.

Wciąż byłam w szoku i nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
Nie powinnam o tym wszystkim wiedzieć, ale nie mogę pozwolić mu tak po prostu odejść.

Zawahałam się na moment, ale wtedy zobaczyłam go wychodzącego przez drzwi. Zerwałam się z krzesła i pobiegłam za nim.

- John! – zawołałam go po imieniu, próbując go dosięgnąć. – John, zaczekaj!

Przez chwilę szedł dalej, bo prawdopodobnie nie był pewien, że tego naprawdę chce. Sądzę, że poznał mój głos i zatrzymał się, ale nie odwrócił się.

Podeszłam do niego dookoła, stając z nim twarzą w twarz.

- Co tu robisz? Byłaś tam? - zapytał skrępowany. Przeniosłam wzrok w dół, na swoje stopy.
- Tak… Przepraszam…

Spojrzał na mnie z wyrazem zawodu na twarzy. Wyglądał na zezłoszczonego.
- Jak mogłaś? – powiedział, próbując nie podnosić głosu, a ja mogłam stwierdzić, że jest zbulwersowany, gdy odsunął się ode mnie.

- John, proszę zaczekaj – błagałam go, idąc za nim.
Zatrzymał się i odwrócił się w moją stronę.
- Myślałem, że wiesz, że to powinno być anonimowe. Znasz znaczenie tego wyrazu? – zapytał mnie, patrząc na mnie z zawodem wypisanym w oczach, i mogłam to zrozumieć, ale wtedy coś sobie uświadomiłam.

- Tak… - odparłam po chwili. –Wiem, co to znaczy – głęboko odetchnęłam. – To wszystko, co czułam między nami – mam wrażenie, że już cię nie znam. Więc jakie znaczenie może mieć to, co usłyszałam? Powinieneś się tym podzielić z ludźmi, których nie znasz. – powiedziałam spoglądając mu w oczy. – Jak to się stało? – spytałam smutno odwracając się od niego i tym razem to ja od niego odeszłam,

Nie winiłam go. Też mogłam zrobić pierwszy krok, ale myśl o tym, żeby wrócić tam, gdzie nie byliśmy od długiego czasu przygnębiała mnie.

***

- Przepraszam – rzekł, kiedy oglądał menu zastanawiając się co zamówić. Dwadzieścia minut później siedzieliśmy w małej kafejce na kawie i ciastku.

- Nie przepraszaj – uspokoiłam go z uśmiechem i nakryłam swoją dłonią jego dłoń. – Wiem, ze siedzenie tam i słuchanie tego, co masz do powiedzenia nie było w porządku. – pokręcił głową.

- Teraz cieszę się, że to słyszałaś – przyznał patrząc na mnie. – Powinienem o tym porozmawiać wieki temu, ale nie wiedziałem, z kim. Więc pomyślałem, że będzie lepiej podzielić się tym, z ludźmi, których kompletnie nie znam, niż dusić to w sobie. – westchnęłam.

- Lepiej się czujesz?
- Tak… Rozmowa o tym dobrze mi zrobiła, także to, że o wszystkim wiesz. To nie to samo dzielić się tym z obcymi Dzielenie się tym z obcymi, nie jest tym samym, jak podzielisz się tym z kimś, kto się o ciebie troszczy. Wiesz, co mam na myśli… - dodał z uśmiechem, nim znowu zainteresował się menu.

- Wiem – odpowiedziałam, ściskając pokrzepiająco jego rękę. – Przykro mi, bo czułeś, że nie możesz ze mną o tym porozmawiać. Życzyłam sobie…

Wzruszył ramionami.

- Wyglądałaś na szczęśliwą z tym motocyklistą, a teraz z tym studentem… Jake’m… Nie chciałem ci zawracać głowy… - przerwał mi.
- Też wyglądałeś w porządku… Nie miałam pojęcia… Przykro mi… - wytłumaczyłam się, ze wzrokiem utkwionym w naszych rękach. – I wcale nie byłam taka szczęśliwa, wiesz?

Zaczęliśmy rozmawiać o wielu rzeczach.
O nim, o Kem, Wendall… mnie… Jake’u… Czuli się tak dobrze w swoim towarzystwie, że nawet nie zauważyli nieobecność kelnerki, dopóki do nich nie podeszła.

- Co podać? – zapytała z notatnikiem i długopisem w rękach.

- Poproszę kawę i ciastko – zamówił Carter.

Spisała jego zamówienie i przeniosła na mnie swoje spojrzenie.

- Hmmm… nie sądzę, żeby kawa i ciastko były dla mnie dzisiejszego wieczoru… Wezmę deser lodowy z gorącym karmelem – w końcu zdecydowałam się.

Nim odeszła zanotowała.

Spojrzał na mnie z uśmiechem.

- Jak za dawnych czasów
- Jak za dawnych czasów – zgodziłam się z nim, odwzajemniając uśmiech.


Koniec


Post został pochwalony 0 razy
 
Zobacz profil autora
Avonelee
Lekarz



Dołączył: 06 Paź 2006
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5

 PostWysłany: Pią 23:46, 05 Sty 2007    Temat postu: Back to top

BUJAM W OBłOKACH...CHYBA NIKT NIE POTRAFI TEGO TAK PISAć JAK TY ........ Wink

Post został pochwalony 0 razy
 
Zobacz profil autora
jolek
Praktykant



Dołączył: 01 Gru 2006
Posty: 473
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Poznań

 PostWysłany: Sob 0:05, 06 Sty 2007    Temat postu: Back to top

sama to tłumaczysz zazwyczaj? to jesteś bombowa z anglika Smile bo napisane jest super... Smile

Post został pochwalony 0 razy
 
Zobacz profil autora
Abby Carter
Stażysta



Dołączył: 28 Wrz 2005
Posty: 1272
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

 PostWysłany: Sob 0:10, 06 Sty 2007    Temat postu: Back to top

z anglikiemto mamtaki problem, zemówić nie umiem Very Happy ale rozumieć, to nawte rozumeim... Kilka razy pomogła mi w kilku zdaniachkumpela Wink Wiesz, polemizowałabym^^ Znajdzie sie kilka kwiatków, które mnie dobijają Wink

Post został pochwalony 0 razy
 
Zobacz profil autora
Szery
Praktykant



Dołączył: 06 Gru 2006
Posty: 521
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Łódź (jako miasto)

 PostWysłany: Pią 21:54, 31 Sie 2007    Temat postu: Back to top

cicho! Razz jest super przetlumaczone i tyle Very Happy nie ma zmiluj!

Post został pochwalony 0 razy
 
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Fanów Serialu Ostry Dyżur - ER Strona Główna -> FanFic Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach